Jasnowłosa
kobieta siedziała wygodnie na swoim miejscu, wbijając jakby
nieobecny wzrok w niewielkie okno samolotu. Niecierpliwiła się
bardzo. Całkiem niedługo miała lądować w Nowym Jorku. Nie mogła
już się doczekać. Miała okazję, aby po czterech latach rozłąki
spotkać się z ojcem. Główny cel był jednak inny. Kobieta
pracowała jako jeden z najlepszych archeologów i historyków
świata. Pomagała również wielu organizacjom zbierać niezbędne
informacje do różnego rodzaju projektów, wystaw czy prezentacji.
Obecnie pracowała nad pewnym artykułem o tematyce nordyckiej
mitologii, lecz potrzebowała więcej szczegółów i informacji na
ten temat. Zyskała dzięki swojemu ojcu możliwość spotkania się
z dwojgiem bohaterów słynnej grupy Avengers, samymi mieszkańcami
legendarnego Wiecznego Królestwa -Asgardu. Jeden z nich był to
oczywiście Thor -bóg piorunów, właściciel potężnego Mjolnira,
oraz następca Asgardskiego tronu. Drugim z bohaterów był brat
opisanego wcześniej księcia, Loki, niegdyś bóg chaosu i podstępu,
lecz od pewnego czasu członek grupy specjalnej, w pewnym sensie
oddziału TARCZY, mający na celu chronić ludzkość w czasie
zagrożeń przerastających "zwykłych śmiertelników".
Młodszy syn Odyna zrobił wiele dobrego od czasu konfliktu z przed
dwóch lat właśnie w Nowym Jorku. Wszystko po to, aby odkupić swe
winy i zasłużyć na wybaczenie. Stał się jednym z nich, jednym...
z bohaterów.
Natalie,
wcześniej wspomniana młoda pani archeolog była niesamowicie
podekscytowana. Już naprawdę się niecierpliwiła. Nie mogła
doczekać się, aż w końcu samolot wyląduje. Jej umysł zalewały
ciągle nowe fale przeróżnych myśli i z każdą sekundą nowych
wyobrażeń. Odczuwała również pewne zdenerwowanie. Osobiście
mogła spotkać się z grupą niesamowitych superbohaterów znanych
już na całym świecie. To było po prostu wspaniałe. Nie miała
już co ze sobą zrobić. Co chwilę tylko machała nogami i kręciła
się jak małe dziecko przypięte do siedzenia. W końcu stało się
to, na co z taką niecierpliwością czekała. Samolot wylądował w
wielkim mieście wschodniego wybrzeża Ameryki Północnej.
*
* *
W
tym samym czasie wszyscy członkowie grupy Avengers zebrali się w
Stark Tower. Usiedli razem w dużym, nowoczesnym salonie. Spodziewali
się niebawem gościa. Powiadomiono ich o przybyciu pani archeolog z
Europy. Mimo to, że tak właściwie chciała tylko przeprowadzić
rozmowę z Thorem i Lokim potrzebną jej do pracy, chcieli ją poznać
bliżej. Zwłaszcza niektórzy z mężczyzn byli nią wyjątkowo
zainteresowani. Gdy dowiedzieli się o niej, zajrzeli na jej
Facebook'owy profil oraz na wiele artykułów, prezentacji czy innych
jej prac dotyczących nie tylko historii Ziemi. Zdarzało jej się
również zdobywać pracę bardziej związaną z astronomią, na
której z resztą też bardzo dobrze się znała. W czasie studiów i
wyższych szkół nie ograniczała się jedynie do historii i
archeologii. Interesowała się wieloma dziedzinami, prócz tego
jeszcze sztuką wszelkiego rodzaju, muzyką, zwłaszcza dobrze
wszystkim znaną, współczesną.
Poprzez
swoje liczne zainteresowania bardzo zaintrygowała całą grupę.
Zwłaszcza Tony'ego, Lokiego i Clinta. Wcześniej oglądali sporo jej
zdjęć. Była tak samo piękna jak i mądra oraz wykształcona.
Niektórzy nazwaliby ją po prostu ideałem. Rozmawiali długo na jej
temat. Jedynie Natasha milczała i tylko obserwowała pozostałych.
Nie podobało jej się to, że w ten sposób i z takim
zainteresowaniem rozmawiali o jakieś kobiecie. Jako jedyna
przedstawicielka tej płci w grupie sama lubiła być w centrum
uwagi. Nic jednak nie mówiła, nie chciała wyjść przecież na
egoistkę, która sądzi że każda rozmowa powinna być na jej
temat. Jedynie uważnie obserwowała ich zachowania, wyrazy twarzy,
każdy ruch i przysłuchiwała się każdemu słowu.
Wytrwali
do przyjazdu długo oczekiwanego gościa. Tony wyszedł przed
budynek, aby ją powitać. Gdy tylko minął próg swojego wieżowca,
ujrzał przed sobą blondwłosą kobietę o wspaniałej urodzie.
Miała na sobie czarną, obcisłą kamizelkę z dekoltem, białe
jeansy i dość wysokie szpilki. Jej szyję otulała jeszcze wiśniowa
apaszka. Na twarzy widniał delikatny makijaż. Szafirowe, lśniące
oczy po prostu oszałamiały. Włosy miała długie do połowy
pleców, rozpuszczone, dokładnie rozczesane. Skórę delikatną,
gładką jak jedwab i delikatnie zaróżowione policzki.
W
dłoniach trzymała teczkę i iPod'a. Zbliżyła się do Tony'ego. Na
jego twarzy ukazał się uwodzicielski uśmiech. Delikatnie ujął
jej dłoń i pocałował. Tuż po tym z powrotem uniósł wzrok.
-Witam
Panią w Nowym Jorku. -ciepło się uśmiechnął i poprowadził do
drzwi. Nie dał jeszcze nic jej powiedzieć. -Ah. Powinienem najpierw
się przedstawić. Tony Stark. Geniusz, wynalazca, superbohater,
miliarder, filantrop... playboy. -nie spuszczał z niej oka. Ciągle
wpatrywał się w jej połyskujące w świetle słońca oczy. Ona
tylko szeroko się uśmiechnęła.
-Nie
ma to jak skromność, to chyba również należy do Pana
największych zalet. -jej uśmiech zmienił się w chytry. Spojrzała
na niego i delikatnie opuściła powieki.
-Jak
widać, mam wiele zalet, ale w żadnym stopniu nie dorównuję
Tobie... -objął ją ramieniem. Uśmiechnął się pewnie. -I
proszę, mów do mnie po imieniu, bo się staro czuję. -zaśmiał
się tylko.
-W
porządku... Tony. Ale jeszcze ja się nie przedstawiłam. Natalie
Marvel... i w sumie nie mam czym się chwalić, tak jak Ty. -ciepły
uśmiech nie znikał z jej twarzy. Pierwsze wrażenie było dobre,
ale jeszcze pozostali członkowie grupy.
-Jak
to nie masz? Piękna, młoda pani archeolog, dodatkowo jeszcze
świetnie znająca się na sztuce, muzyce, astronomii, fizyce i
historii, zapewne też w wielu innych dziedzinach. Jak to wszystko
pomieściło się w tej główce, Skarbie? -spytał uwodzicielskim
głosem. -Jesteś niezwykle inteligentna, mądra... a do tego taka
piękna. -wbił wzrok głęboko w jej oczy.
-No
cóż. Mam bardzo wiele różnych zainteresowań. -przyznała,
nieśmiało spuszczając wzrok. Bardzo dobrze czuła się jego
towarzystwie, gdy to wszystko słyszała, całe jej ciało ogarniała
fala bardzo przyjemnego ciepła.
-Ale
pogadamy za chwilę. Zapraszam Panią do środka, na pewno chętnie
poznasz resztę. No i oczywiście Asgardskich braci. -przepuścił ją
w drzwiach, a następnie zaprowadził na jedno z wyższych pięter,
gdzie obecnie przebywali pozostali. Weszli razem do wielkiego
pomieszczenia, w którym mieścił się duży telewizor, sofa, za nią
niewielki bar i wiele elektrycznych urządzeń. Natalie rozglądnęła
się po pomieszczeniu od razu, gdy do niego weszli, po czym ruszyła
tuż za Tony'm dalej. Na sofie siedzieli pozostali. Wszyscy odwrócili
się w jej stronę. Na twarzach większości z nich pojawił się
ciepły uśmiech. Przywitali się z nią spokojnie.
-Proszę,
siadaj. -Tony wskazał jej miejsce obok siebie, po drugiej stronie
siedział Thor i Loki.
-A
więc Panno Marvel... chciałaś zadać parę pytań naszym
Asgardczykom. -uśmiechnął się delikatnie. Nie było to jednak
jedynie kilka krótkich pytań. Natalie potrzebowała naprawdę wielu
informacji. Prócz pytania pokazywała też im zdjęcia, aby
dowiedzieć się czegoś o pewnych przedmiotach, zwłaszcza niedawno
odnalezionych. Sam książę Asgardu razem z bratem najlepiej mogli
jej to wszystko wyjaśnić. Gdy skończyły się wszelkie formalności
związane z jej pracą, rozwinęła się od razu luźna rozmowa.
Nawet Natasha mimo wcześniejszej zazdrości bardzo ją polubiła i
bardzo przyjemnie jej się rozmawiało. Niektóre zainsteresowania
miały bardzo podobne. Natalie prócz nauki interesowało też
mnóstwo typowo kobiecych spraw.
-Naty...
-zaczął Tony. -opowiedz nam coś o sobie. Bardzo chętnie bliżej
się z Tobą poznamy. -na to Ona tylko się uśmiechnęła.
-Nie
mam co opowiadać. Wszystko w zasadzie już wiecie, nic ciekawego w
moim życiu się nie dzieje. -przyznała niepewnie.
-To...
dzięki Fury'emu tutaj u nas jesteś, prawda? -spytał ciekawskim
głosem.
-Tak,
i co w związku z tym? -spoważniała. Spojrzała na niego
wyczekująco.
-No...
wiesz... bo tak mnie zastaniawia pewna rzecz. Skąd Fury mógłby
znać taką kobietę jak Ty? Piękną, mądrą, inteligentną,
słodką, seksowną... po prostu ideał dla większości mężczyzn.
-przyznał z uwodzicielskim uśmiechem, wodząc wzrokiem po całym
jej ciele. Zatrzymał się na moment przy dekolcie. Przygryzł
delikatnie wargę. Natalie natychmiast się odezwała, zakrywając
dłonią dekolt.
-Hej...
oczy mam wyżej, Tony. -odrobinę ją to zirytowało.
-Nie
bądź taka nerwowa, Skarbie. Spokojnie. -szeroko się do niej
uśmiechnął.
-A
to, skąd mnie zna, jest nieistotne. Ważne, że po prostu tutaj z
Wami jestem i bardzo cieszę się z tego powodu. Dziękuję za
wszystko... za to, że zgodziliście się na to spotkanie. Sądziłam,
że odrzucicie tę prośbę. W końcu ja jestem taka... zwyczajna. A
Wy? Sławna grupa superbohaterów. Naprawdę dziękuję, dziękuję
za wszystko. -przyznała odrobinę nieśmiało, spoglądając kolejno
na każdego z grupy.
-Ależ
nie masz za co dziękować, Słodziutka. -Tony objął ją ramieniem.
-Uwierz mi. Poznanie Cię było ogromną, niezmierną przyjemnością.
Liczymy na więcej takich spotkań. Widać, że wszyscy bardzo Cię
polubili.
-Mam
nadzieję, ale... za trzy dni wracam z powrotem do Hiszpanii. Chcę
jeszcze spędzić trochę czasu z tatą i lecę z powrotem do pracy.
Nie mam czasu na żadne dłuższe odwiedziny, jestem bardzo zajęta
ostatnimi czasy. Ale mam nadzieję, że znajdę kiedyś czas.
-chciała odsunąć od siebie jego rękę, gdy nagle po pomieszczeniu
rozległ się komputerowy głos J.A.R.V.I.S' a .
-Panie
Stark. Nieproszeni goście wdarli się d... -tuż po tym przerwało.
-Nie...
tylko nie to, błagam. -Tony wstał natychmiast i już chciał biec
do pomieszczenia z głównym komputerem, gdy nagle drzwi prowadzące
do salonu rozwaliły się. Do pomieszczenia wkroczyła wysoka,
szczupła kobieta której ciało w całości zakryte było czarnym,
obcisłym kostiumem. Głowa również prawie cała była zakryta
ciemnym materiałem. Widoczne były jedynie brązowe, połyskujące
mocno w odbijającym się świetle oczy. Tuż za kobietą weszło do
pomieszczenia około ośmiu świetnie uzbrojonych mężczyzn w
podobnych strojach. Postać spojrzała na Starka morderczym wzrokiem.
Prędko uniosła broń trzymaną w prawej dłoni. Wymierzyła do
Tony'ego. Wszyscy natychmiast wstali. Szybko byli gotowi do walki.
Tylko Natalie stała bezradnie w miejscu, kompletnie znieruchomiała.
Patrzyła na całą tę scenę przerażonym wzrokiem.
Gdy
kobieta w czerni strzeliła, Tony zdążył w porę odskoczyć i
przywołać swą zbroję IronMana. Nim jednak ruszył do walki,
podleciał do Natalie. Chwycił ją mocno w talii i przyciągnął do
siebie.
-Nat,
schowaj się. Teraz nie jest tutaj bezpiecznie. -powiedział
zdenerwowanym głosem.
-Ale...
-była zmieszana. Nie wiedziała co robić. Ledwo docierało do niej
to, co się wokół działo.
-Żadnych
"ale", rozumiesz?! Coś Ci się jeszcze stanie! -kobieta
stojąca przy wejściu strzeliła do nich. Tony w porę ją osłonił.
Dzięki zbroi nic mu się nie stało. W pośpiechu zabrał Natalie na
bok.
-Uciekaj
stąd! -krzyknął tylko, po czym sam ruszył do walki. Musiał jak
najszybciej pozbyć się wrogów. Nie rozumiał, dlaczego zaatakowano
go właśnie tutaj, w jego domu, gdzie miał zdecydowaną przewagę.
Natalie nawet nie drgnęła. Trzęsąc się lekko przypatrywała się
wszystkiemu. Ogarnęła ją fala mieszanych emocji. Z jednej strony
chciała uciekać, ale z drugiej pozostać tu, na miejcu.
Posiadała
umiejętności, o których wcześniej nie wspominała. Jedynymi
osobami, które o nich wiedziały byli jej rodzice i brat. Nikt
więcej nawet nic nie podejrzewał. Nie zdradzała tej tajemnicy
nikomu, ale... może jednak właśnie nadeszła pora, aby ją
ujawnić?
Po
namyśle, zdecydowała się im pomóc. Nadal była przerażona
zaistniałą sytuacją, ale nie potrafiła stać bezczynnie i się
wszystkiemu przyglądać. Prędko podeszła do kobiety w czerni,
która akurat okładała się z Natashą. Kobieta mocno pchnęła ją
na ścianę, po czym wyjęła broń i wymierzyła do niej. Natalie w
porę zaszła kobietę od tyłu, złapała za ręce i z całej siły
powaliła na ziemię. Zaskoczona nagłym atakiem, rozglądnęła się
wokoło. Szybko odzyskała świadomość. Nogą próbowała zrobić
blondynce to samo, lecz Natalie nie dała się osłupić i
odskoczyła. Kobieta w czerni podniosła się i mocno uderzyła
przeciwniczkę w mostek. Natalie upadła na kolana, z trudem łapiąc
powietrze. Napastniczka już miała jednym ciosem ją powalić, lecz
Natalie w czas strzeliła do niej złotym, świetlistym promieniem.
Kobietę odrzuciło do tyłu tak, że z impetem uderzyła w ścianę.
Natalie jeszcze nie do końca panowała nad swoimi umiejętnościami,
dlatego ją też lekko odepchnęło w tył.
Przyglądając
się oponentce, odgarnęła włosy z czoła. Stanąwszy na równe
nogi, rozglądnęła się po pomieszczeniu. Zamierzała pomóc
reszcie, lecz nagle została mocno złapana od tyłu. Nie czekając
ani chwili, dosadnie się cofnęła, przez co atakujący ją
mężczyzna uderzył plecami w kant stołu. Dodatkowo z całej siły
uderzyła do łokciem w brzuch. Facet osunął się na ziemię.
Marvel spojrzała w miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą leżała
nieznajoma kobieta. Nie było jej nigdzie w pomieszczeniu, więc
Natalie domyśliła się, że owa nieznajoma musiała uciec.
Natasha
i chłopcy świetnie poradzili sobie z resztą napastników.
Wszystkich zatrzymali, jedynie tamtej dziewczynie udało się
ulotnić.
Tuż
po tym, Tony prędko podszedł do Natalie.
-Boże...
Jak.. jak ty to wykonałaś?-nie mógł uwierzyć w to, co
widział.-Gdzieś ty się tego nauczyła?
-Wcale
się tego nie uczyłam... Nie wiem, skąd to potrafię..-przyznała
nieśmiało. Zauważyła wtedy, że Mściciele wpatrywali się w nią
z podziwem. Przygryzając lekko dolną wargę, poczuła palące
rumieńce na twarzy. Niezbyt komfortowo czuła się w takich
sytuacjach.
-Skąd
się wzięły te promienie?-spytała Natasha, podchodząc bliżej.
-Ale
ja naprawdę nie wiem... Mam tak od urodzenia, tylko jeszcze nie
umiem tym dobrze władać.
Loki
i Thor podeszli do dziewczyny. Wyrazy ich twarzy ukazywały niemałe
zdziwienie.
-Podobnymi
władają olbrzymy z Muspelheim'u. Prawda, Thorze?-odezwał się do
brata młodszy książę. Z uwagą wpatrywali się w Natalie.
-Och
tak. Władają dokładnie tymi samymi. Mieliśmy okazję toczyć z
nimi bitwę. Są bardzo niebezpieczne. -przyznał oschle, jednak
odrobinę drżącym głosem.
-Sugerujecie,
że Natalie może stamtąd pochodzić?-odezwał się Steve.
-Tego
nie wiemy...-odparł, po czym odwrócił się do wciąż zakłopotanej
Natalie.-Nic nie wiesz o pochodzeniu swojej rodziny? Kim są Twoi
rodzice?
-Cóż...
Na pewno nie jakimiś olbrzymami z krainy, której nazwy w ogóle nie
umiem wymówić-odparowała nieco pewniej.-Jestem przekonana, że mój
ojciec nie ma z tym nic wspólnego. Moją mamę widziałam ostatni
raz, kiedy byłam dzieckiem. Kontaktuję się z nią tylko
telefonicznie. Ale ona też na pewno nie ma z tym związku. Są
całkowicie normalni, tylko ja troszkę się od nich różnię...
-Thor chciał znowu się odezwać, lecz Tony prędko mu przeszkodził.
-Nie
zamęczajcie jej tak. Skoro mówi, że to na pewno nie to, o czym
mówicie, to tak jest. Wrzućcie na luz.
-Ale
chyba nie powiesz nam, że to nie było zaskakujące?-uniosła brwi
Natasha.
-Oczywiście,
że było, ale to jej sprawa.-odwrócił się do jasnowłosej.-Wybacz
im to, są strasznie ciekawscy-uśmiechnął się szeroko, ukazując
rząd białych, lśniących zębów.
-Nic
się nie stało...-na jej twarzy także pojawił się uśmiech.
-Napijesz
się czegoś? Należy Ci się po tak pięknej akcji.
-Z
chęcią-powędrowała za nim do obszernej kuchni. W jej centrum
znajdował niewielki barek z alkoholem. Natalie usadowiła się na
wysokim krześle. Oparła ręce o blat stołu.
-Na
co masz ochotę?
-Hmm..
Niech będzie Bourbon-odrzekła.
Usiadł
naprzeciwko niej z butelką i dwiema szklankami. Chwilę potem
zaczęli sączyć smakowity trunek.
Gawędzili
do późnego wieczora, kiedy nagle poczuła wibracje w kieszeni.
Wyjęła telefon. Zobaczyła na wyświetlaczu, że dzwoni jej tata.
Przez chwilę wpatrywała się w ekran telefonu i nie reagowała.
-Kto
to? -odezwał się Tony i spojrzał na jej telefon, jednak Ona szybko
się rozłączyła, wyłączyła go i schowała z powrotem do
kieszeni.
-Nikt
ważny... -na jej twarzy ukazał się uroczy uśmiech.
-Na
pewno? -spojrzał na nią podejrzliwie.
-Tak,
tak... nie przejmuj się, chcę spędzić teraz odrobinę czasu z
Tobą. Niedługo wracam do Hiszpanii.
-To
Twój ojciec dzwonił, prawda? -spytał ciekawskim głosem.
-No...
tak. Ale teraz jestem tutaj z Tobą. -odpowiedziała niepewnie,
patrząc na niego.
-Mówiłaś,
że chcesz spędzić ten czas z nim. -stwierdził stanowczo.
-Wiem
o tym. Ale jeden wieczór chyba nie zaszkodzi? Uwierz mi, do mojego
wyjazdu będę już go miała dosyć. -zaśmiała się cicho. Oboje
dosyć sporo już wypili. Do pomieszczenia wszedł nagle Barton z
Natashą.
-No
heeej, Misiaczki. Wybieracie się z nami na imprezę? -Hawkeye oparł
się o blat i spojrzał na nich z uśmiechem.
-Natalie...
-Tony zwrócił się do niej, uśmiechając się uwodzicielsko. -Może
się skusisz? -chwycił ją za dłoń leżącą na blacie.
-Nie,
nie... bardzo kusząca propozycja, ale ja muszę już wracać.
Mówiłam, że mogę spędzić z Wami trochę czasu przez te kilka
dni, ale nie mam czasu na imprezy. Poza tym, muszę jak najszybciej
ułożyć ten cały tekst na artykuł i prezentację. Nie
przyjechałam tu na wakacje. -przyznała odrobinę smutno. Z chęcią
poszłaby na imprezę, ale niestety nie mogła sobie na to w tej
chwili pozwolić. -Może wpadnę jutro. Opowiecie, jak było. Jeszcze
raz dzięki za wszystko. Cześć. -wzięła swoje rzeczy i prędko
wyszła. Ruszyła do agencji. Tam z kolei natychmiast skierowała się
do głównej sali, centrum dowodzenia. Ktoś już tam na nią czekał.
Na środku pomieszczenia, przy głównym komputerze stał dyrektor
agencji, Nick Fury. Wpatrywał się przed siebie w ogromne okno. Na
zewnątrz było już zupełnie ciemno. Nocne sklepienie oświetlały
jedynie liczne gwiazdy i księżyc w pełni, unoszący się wysoko
nad horyzontem. Mimo później pory w agencji wszyscy mieli ciągle
mnóstwo pracy. Natalie westchnęła głośno i podeszła na środek
pokoju. Nick słysząc kroki za sobą odwrócił głowę. Spodziewał
się jej. Ona stanęła tuż obok niego. Przez chwilę oboje
milczeli, w końcu mężczyzna się odezwał:
-Natalie...
dlaczego nie odbierałaś? -spojrzał na nią podejrzliwie.
-Przepraszam,
byłam naprawdę zajęta. Miałam dużo pracy. Te wszystkie
informacje, rozmowa, ułożenie tego... -zaczęła dość niepewnym
głosem wymieniać.
-Posłuchaj
mnie, proszę. Wiem, co się tam działo. Co tam robiłaś. Nie
musisz mnie oszukiwać. Doszły już do mnie wieści o ataku na Stark
Tower. -odwrócił wzrok. Znów zaczął patrzeć przed siebie. Ją
na tą wieść kompletnie zatkało. Nie wiedziała, co ma teraz
powiedzieć. -Natalie. Co Ci mówiłem? Żebyś pod żadnym pozorem
tego nie pokazywała. Tego, że to wszystko potrafisz... Prosiłem
Cię, żebyś nie używała tych zdolności. Walki ze złoczyńcami
to nie Twój problem. Powinnaś zająć się raczej swoimi sprawami.
-dodał szybko, zirytowanym głosem. Ona wbiła wzrok w podłogę, po
chwili dopiero odważyła się na niego spojrzeć, ale wykrztusiła z
siebie jedynie dwa słowa.
-Przepraszam...
tato.
*
* *
Ciemna,
spalona ziemia pokrywała podłoże niegdyś pięknej, żyznej i
urodziwej planety. Teraz jednak można było zobaczyć tam jedynie
ciemność, płomienie i płynną magmę. Wszędzie wokoło unosił
się ostry zapach siarki. Można było sądzić, że miejsce to jest
całkowicie opustoszałe, bo jakie stworzenia mogłyby przeżyć w
takim środowisku? A jednak. Wśród wysokich, czarnych gór,
wznosiła się potężna, złota budowla. Niesamowicie przypominała
pałace budowane kiedyś na Ziemi, czy w Asgardzie. Ale jak to
możliwe? Jakim sposobem coś tak wspaniałego mogło powstać w tym
miejscu? Teoretycznie jest to w ogóle niemożliwe. Ale skoro coś
takiego znalazło się na tej wypalonej, zniszczonej ziemi, musiały
zamieszkiwać ją bardzo rozwinięte organizmy. Wśród lawy,
płomieni, aktywnych wulkanów i niesamowitego gorąca żyły
najbardziej niesamowite, tajemnicze, intrygujące stworzenia.
Zdolnością adaptacji, architekturą i zbrojeniem zdecydowanie
przewyższały ludzi żyjących na Ziemi, jak i nawet Asgardczyków.
Giganci Ognia żyjący w Muspelheim'ie byli najgroźniejszymi
istotami ze wszystkich dziewięciu królestw. Przerażające,
krwistoczerwone oczy, śnieżnobiała cera, płomieniste włosy.
Każda część ich ciał była zabójcza i po prostu jednym słowem
straszna. Nie byli jednak Oni tacy okrutni, jak mówiono w Asgardzie,
czy innych miejscach...
Przez
długi korytarz szybkim krokiem mknęła wysoka kobieta o bladej,
prawie białej skórze, krwistoczerwonych, błyszczących jasno
oczach i płomiennych, długich do końca pleców włosach. Była
niezwykle szczupła. Na jej twarzy pięknie odznaczały się
wystające lekko kości policzkowe. Była kimś bardzo ważnym w tym
miejscu. Władała całą planetą. Była królową, ale mimo tego
nie nosiła pięknych, zdobionych drogocennymi klejnotami sukien.
Miała na sobie obecnie obcisły, czarny strój, wysokie do kolan
skórzane buty na obcasie i tylko jeden rubin przy złotym pasie na
biodrach.
Doszła
do ogromnych, dwuskrzydłowych wrót. Tuż za nimi rozciągała się
olbrzymia, stroma przepaść. Od drzwi prowadził jednak na drugi
koniec obszernej komnaty długi, cienki most. Utrzymywał się na
takiej wysokości jeszcze dzięki dwóm podporom. Były One już w
większości zniszczone. Pomimo tego, iż uszkodzone były przez
niszczące siły przyrody, nawet nie zapowiadało się na to, że
most miał się zawalić.
Płomiennowłosa
spojrzała prosto przed siebie. Za mostem, wśród czerwonych,
bladych skał znajdował się srebrzysty krąg ułożony na ziemi, a
od niego w górę wznosiły się cztery wykrzywione, długie na trzy
metry spiczaste kolce, wzdłuż których rozłożone były
krwistoczerwone rubiny i nietypowe, pomarańczowe kamienie. Na środku
okręgu stał niewielki podest, wąski przy środku a rozszerzający
się przy obu końcach. Na jego czubku widniał błękitny kryształ.
Cała moc i potęga Muspelheim'u w nim zawarta mogła zniszczyć cały
wszechświat łącznie z ojczystą planetą. Nie służył on jednak
mieszkańcom do celów destrukcyjnych. Nie. Mimo swojej potęgi
używano go do zupełnie innej rzeczy.
Płomiennowłosa
kobieta przeszła przez niebezpieczny na pierwszy rzut oka most, po
czym stanęła w środku okręgu, tuż przy podeście z kryształem.
Przymknęła delikatnie powieki i wypowiedziała parę słów,
opuszkami palców prawej ręki dotknęła kryształu. Zabłysnęło
nagle jasne, białe światło, a tuż po tym kobieta zniknęła.
Hej! Ja i Elena witamy was wszystkich bardzo serdecznie na naszym kochanym, wspólnym blogu, na którym jak zdołaliście się już zorientować, będziemy opisywać przygody Mścicieli wraz z piękną, kochaną przez wszystkich Natalie! Cóż ja mogę jeszcze powiedzieć... moi czytelnicy słabo mogą znać Elenę, a jej z kolei mnie... ale myślę, że i moim kochanym Misiaczkom, jak i czytelnikom mojej przyjaciółki spodoba się owoc naszej pracy. W razie czego opisy i krótkie przedstawienia zawsze możecie znaleźć na naszych pojedynczych blogach, albo po prostu naszych profilach. Ja już stworzyłam wstęp. Nie wiem, czy te zdania mają jakiś sens, ale tak się trzęsę z podekscytowania, że już nie myślę xD. Teraz oddam głos Elenie.
Kocham wszystkich pa! XD. Elena :3
Hej! Ja i Elena witamy was wszystkich bardzo serdecznie na naszym kochanym, wspólnym blogu, na którym jak zdołaliście się już zorientować, będziemy opisywać przygody Mścicieli wraz z piękną, kochaną przez wszystkich Natalie! Cóż ja mogę jeszcze powiedzieć... moi czytelnicy słabo mogą znać Elenę, a jej z kolei mnie... ale myślę, że i moim kochanym Misiaczkom, jak i czytelnikom mojej przyjaciółki spodoba się owoc naszej pracy. W razie czego opisy i krótkie przedstawienia zawsze możecie znaleźć na naszych pojedynczych blogach, albo po prostu naszych profilach. Ja już stworzyłam wstęp. Nie wiem, czy te zdania mają jakiś sens, ale tak się trzęsę z podekscytowania, że już nie myślę xD. Teraz oddam głos Elenie.
Kocham wszystkich pa! XD. Elena :3
Dziękuję Ci kochana za tę twórczą, wzruszającą i porywającą wypowiedź... pa. xD.
Wiem, że dodałaś to w 2013i wogóle....ALE KUŹWA KONTYNUUJ !!
OdpowiedzUsuńSpodobał mi się początek, więc teraz chce reszty.Od dłuższego czasu szukałam takiego bloga i tu..BANG!2013 10 grudzień.XD
Pozdrawiam i czekam na odpowiedź Heaven.
Przepraszam... blog jest wspólnie pisany z przyjaciółką i...
UsuńChyba nic z niego nie wyjdzie...