wtorek, 10 grudnia 2013

Prolog

           Jasnowłosa kobieta siedziała wygodnie na swoim miejscu, wbijając jakby nieobecny wzrok w niewielkie okno samolotu. Niecierpliwiła się bardzo. Całkiem niedługo miała lądować w Nowym Jorku. Nie mogła już się doczekać. Miała okazję, aby po czterech latach rozłąki spotkać się z ojcem. Główny cel był jednak inny. Kobieta pracowała jako jeden z najlepszych archeologów i historyków świata. Pomagała również wielu organizacjom zbierać niezbędne informacje do różnego rodzaju projektów, wystaw czy prezentacji. Obecnie pracowała nad pewnym artykułem o tematyce nordyckiej mitologii, lecz potrzebowała więcej szczegółów i informacji na ten temat. Zyskała dzięki swojemu ojcu możliwość spotkania się z dwojgiem bohaterów słynnej grupy Avengers, samymi mieszkańcami legendarnego Wiecznego Królestwa -Asgardu. Jeden z nich był to oczywiście Thor -bóg piorunów, właściciel potężnego Mjolnira, oraz następca Asgardskiego tronu. Drugim z bohaterów był brat opisanego wcześniej księcia, Loki, niegdyś bóg chaosu i podstępu, lecz od pewnego czasu członek grupy specjalnej, w pewnym sensie oddziału TARCZY, mający na celu chronić ludzkość w czasie zagrożeń przerastających "zwykłych śmiertelników". Młodszy syn Odyna zrobił wiele dobrego od czasu konfliktu z przed dwóch lat właśnie w Nowym Jorku. Wszystko po to, aby odkupić swe winy i zasłużyć na wybaczenie. Stał się jednym z nich, jednym... z bohaterów.
           Natalie, wcześniej wspomniana młoda pani archeolog była niesamowicie podekscytowana. Już naprawdę się niecierpliwiła. Nie mogła doczekać się, aż w końcu samolot wyląduje. Jej umysł zalewały ciągle nowe fale przeróżnych myśli i z każdą sekundą nowych wyobrażeń. Odczuwała również pewne zdenerwowanie. Osobiście mogła spotkać się z grupą niesamowitych superbohaterów znanych już na całym świecie. To było po prostu wspaniałe. Nie miała już co ze sobą zrobić. Co chwilę tylko machała nogami i kręciła się jak małe dziecko przypięte do siedzenia. W końcu stało się to, na co z taką niecierpliwością czekała. Samolot wylądował w wielkim mieście wschodniego wybrzeża Ameryki Północnej.

* * *

           W tym samym czasie wszyscy członkowie grupy Avengers zebrali się w Stark Tower. Usiedli razem w dużym, nowoczesnym salonie. Spodziewali się niebawem gościa. Powiadomiono ich o przybyciu pani archeolog z Europy. Mimo to, że tak właściwie chciała tylko przeprowadzić rozmowę z Thorem i Lokim potrzebną jej do pracy, chcieli ją poznać bliżej. Zwłaszcza niektórzy z mężczyzn byli nią wyjątkowo zainteresowani. Gdy dowiedzieli się o niej, zajrzeli na jej Facebook'owy profil oraz na wiele artykułów, prezentacji czy innych jej prac dotyczących nie tylko historii Ziemi. Zdarzało jej się również zdobywać pracę bardziej związaną z astronomią, na której z resztą też bardzo dobrze się znała. W czasie studiów i wyższych szkół nie ograniczała się jedynie do historii i archeologii. Interesowała się wieloma dziedzinami, prócz tego jeszcze sztuką wszelkiego rodzaju, muzyką, zwłaszcza dobrze wszystkim znaną, współczesną.
           Poprzez swoje liczne zainteresowania bardzo zaintrygowała całą grupę. Zwłaszcza Tony'ego, Lokiego i Clinta. Wcześniej oglądali sporo jej zdjęć. Była tak samo piękna jak i mądra oraz wykształcona. Niektórzy nazwaliby ją po prostu ideałem. Rozmawiali długo na jej temat. Jedynie Natasha milczała i tylko obserwowała pozostałych. Nie podobało jej się to, że w ten sposób i z takim zainteresowaniem rozmawiali o jakieś kobiecie. Jako jedyna przedstawicielka tej płci w grupie sama lubiła być w centrum uwagi. Nic jednak nie mówiła, nie chciała wyjść przecież na egoistkę, która sądzi że każda rozmowa powinna być na jej temat. Jedynie uważnie obserwowała ich zachowania, wyrazy twarzy, każdy ruch i przysłuchiwała się każdemu słowu.
           Wytrwali do przyjazdu długo oczekiwanego gościa. Tony wyszedł przed budynek, aby ją powitać. Gdy tylko minął próg swojego wieżowca, ujrzał przed sobą blondwłosą kobietę o wspaniałej urodzie. Miała na sobie czarną, obcisłą kamizelkę z dekoltem, białe jeansy i dość wysokie szpilki. Jej szyję otulała jeszcze wiśniowa apaszka. Na twarzy widniał delikatny makijaż. Szafirowe, lśniące oczy po prostu oszałamiały. Włosy miała długie do połowy pleców, rozpuszczone, dokładnie rozczesane. Skórę delikatną, gładką jak jedwab i delikatnie zaróżowione policzki.
           W dłoniach trzymała teczkę i iPod'a. Zbliżyła się do Tony'ego. Na jego twarzy ukazał się uwodzicielski uśmiech. Delikatnie ujął jej dłoń i pocałował. Tuż po tym z powrotem uniósł wzrok.
-Witam Panią w Nowym Jorku. -ciepło się uśmiechnął i poprowadził do drzwi. Nie dał jeszcze nic jej powiedzieć. -Ah. Powinienem najpierw się przedstawić. Tony Stark. Geniusz, wynalazca, superbohater, miliarder, filantrop... playboy. -nie spuszczał z niej oka. Ciągle wpatrywał się w jej połyskujące w świetle słońca oczy. Ona tylko szeroko się uśmiechnęła.
-Nie ma to jak skromność, to chyba również należy do Pana największych zalet. -jej uśmiech zmienił się w chytry. Spojrzała na niego i delikatnie opuściła powieki.
-Jak widać, mam wiele zalet, ale w żadnym stopniu nie dorównuję Tobie... -objął ją ramieniem. Uśmiechnął się pewnie. -I proszę, mów do mnie po imieniu, bo się staro czuję. -zaśmiał się tylko.
-W porządku... Tony. Ale jeszcze ja się nie przedstawiłam. Natalie Marvel... i w sumie nie mam czym się chwalić, tak jak Ty. -ciepły uśmiech nie znikał z jej twarzy. Pierwsze wrażenie było dobre, ale jeszcze pozostali członkowie grupy.
-Jak to nie masz? Piękna, młoda pani archeolog, dodatkowo jeszcze świetnie znająca się na sztuce, muzyce, astronomii, fizyce i historii, zapewne też w wielu innych dziedzinach. Jak to wszystko pomieściło się w tej główce, Skarbie? -spytał uwodzicielskim głosem. -Jesteś niezwykle inteligentna, mądra... a do tego taka piękna. -wbił wzrok głęboko w jej oczy.
-No cóż. Mam bardzo wiele różnych zainteresowań. -przyznała, nieśmiało spuszczając wzrok. Bardzo dobrze czuła się jego towarzystwie, gdy to wszystko słyszała, całe jej ciało ogarniała fala bardzo przyjemnego ciepła.
-Ale pogadamy za chwilę. Zapraszam Panią do środka, na pewno chętnie poznasz resztę. No i oczywiście Asgardskich braci. -przepuścił ją w drzwiach, a następnie zaprowadził na jedno z wyższych pięter, gdzie obecnie przebywali pozostali. Weszli razem do wielkiego pomieszczenia, w którym mieścił się duży telewizor, sofa, za nią niewielki bar i wiele elektrycznych urządzeń. Natalie rozglądnęła się po pomieszczeniu od razu, gdy do niego weszli, po czym ruszyła tuż za Tony'm dalej. Na sofie siedzieli pozostali. Wszyscy odwrócili się w jej stronę. Na twarzach większości z nich pojawił się ciepły uśmiech. Przywitali się z nią spokojnie.
-Proszę, siadaj. -Tony wskazał jej miejsce obok siebie, po drugiej stronie siedział Thor i Loki.
-A więc Panno Marvel... chciałaś zadać parę pytań naszym Asgardczykom. -uśmiechnął się delikatnie. Nie było to jednak jedynie kilka krótkich pytań. Natalie potrzebowała naprawdę wielu informacji. Prócz pytania pokazywała też im zdjęcia, aby dowiedzieć się czegoś o pewnych przedmiotach, zwłaszcza niedawno odnalezionych. Sam książę Asgardu razem z bratem najlepiej mogli jej to wszystko wyjaśnić. Gdy skończyły się wszelkie formalności związane z jej pracą, rozwinęła się od razu luźna rozmowa. Nawet Natasha mimo wcześniejszej zazdrości bardzo ją polubiła i bardzo przyjemnie jej się rozmawiało. Niektóre zainsteresowania miały bardzo podobne. Natalie prócz nauki interesowało też mnóstwo typowo kobiecych spraw.
-Naty... -zaczął Tony. -opowiedz nam coś o sobie. Bardzo chętnie bliżej się z Tobą poznamy. -na to Ona tylko się uśmiechnęła.
-Nie mam co opowiadać. Wszystko w zasadzie już wiecie, nic ciekawego w moim życiu się nie dzieje. -przyznała niepewnie.
-To... dzięki Fury'emu tutaj u nas jesteś, prawda? -spytał ciekawskim głosem.
-Tak, i co w związku z tym? -spoważniała. Spojrzała na niego wyczekująco.
-No... wiesz... bo tak mnie zastaniawia pewna rzecz. Skąd Fury mógłby znać taką kobietę jak Ty? Piękną, mądrą, inteligentną, słodką, seksowną... po prostu ideał dla większości mężczyzn. -przyznał z uwodzicielskim uśmiechem, wodząc wzrokiem po całym jej ciele. Zatrzymał się na moment przy dekolcie. Przygryzł delikatnie wargę. Natalie natychmiast się odezwała, zakrywając dłonią dekolt.
-Hej... oczy mam wyżej, Tony. -odrobinę ją to zirytowało.
-Nie bądź taka nerwowa, Skarbie. Spokojnie. -szeroko się do niej uśmiechnął.
-A to, skąd mnie zna, jest nieistotne. Ważne, że po prostu tutaj z Wami jestem i bardzo cieszę się z tego powodu. Dziękuję za wszystko... za to, że zgodziliście się na to spotkanie. Sądziłam, że odrzucicie tę prośbę. W końcu ja jestem taka... zwyczajna. A Wy? Sławna grupa superbohaterów. Naprawdę dziękuję, dziękuję za wszystko. -przyznała odrobinę nieśmiało, spoglądając kolejno na każdego z grupy.
-Ależ nie masz za co dziękować, Słodziutka. -Tony objął ją ramieniem. -Uwierz mi. Poznanie Cię było ogromną, niezmierną przyjemnością. Liczymy na więcej takich spotkań. Widać, że wszyscy bardzo Cię polubili.
-Mam nadzieję, ale... za trzy dni wracam z powrotem do Hiszpanii. Chcę jeszcze spędzić trochę czasu z tatą i lecę z powrotem do pracy. Nie mam czasu na żadne dłuższe odwiedziny, jestem bardzo zajęta ostatnimi czasy. Ale mam nadzieję, że znajdę kiedyś czas. -chciała odsunąć od siebie jego rękę, gdy nagle po pomieszczeniu rozległ się komputerowy głos J.A.R.V.I.S' a .
-Panie Stark. Nieproszeni goście wdarli się d... -tuż po tym przerwało.
-Nie... tylko nie to, błagam. -Tony wstał natychmiast i już chciał biec do pomieszczenia z głównym komputerem, gdy nagle drzwi prowadzące do salonu rozwaliły się. Do pomieszczenia wkroczyła wysoka, szczupła kobieta której ciało w całości zakryte było czarnym, obcisłym kostiumem. Głowa również prawie cała była zakryta ciemnym materiałem. Widoczne były jedynie brązowe, połyskujące mocno w odbijającym się świetle oczy. Tuż za kobietą weszło do pomieszczenia około ośmiu świetnie uzbrojonych mężczyzn w podobnych strojach. Postać spojrzała na Starka morderczym wzrokiem. Prędko uniosła broń trzymaną w prawej dłoni. Wymierzyła do Tony'ego. Wszyscy natychmiast wstali. Szybko byli gotowi do walki. Tylko Natalie stała bezradnie w miejscu, kompletnie znieruchomiała. Patrzyła na całą tę scenę przerażonym wzrokiem.
Gdy kobieta w czerni strzeliła, Tony zdążył w porę odskoczyć i przywołać swą zbroję IronMana. Nim jednak ruszył do walki, podleciał do Natalie. Chwycił ją mocno w talii i przyciągnął do siebie.
-Nat, schowaj się. Teraz nie jest tutaj bezpiecznie. -powiedział zdenerwowanym głosem.
-Ale... -była zmieszana. Nie wiedziała co robić. Ledwo docierało do niej to, co się wokół działo.
-Żadnych "ale", rozumiesz?! Coś Ci się jeszcze stanie! -kobieta stojąca przy wejściu strzeliła do nich. Tony w porę ją osłonił. Dzięki zbroi nic mu się nie stało. W pośpiechu zabrał Natalie na bok.
-Uciekaj stąd! -krzyknął tylko, po czym sam ruszył do walki. Musiał jak najszybciej pozbyć się wrogów. Nie rozumiał, dlaczego zaatakowano go właśnie tutaj, w jego domu, gdzie miał zdecydowaną przewagę. Natalie nawet nie drgnęła. Trzęsąc się lekko przypatrywała się wszystkiemu. Ogarnęła ją fala mieszanych emocji. Z jednej strony chciała uciekać, ale z drugiej pozostać tu, na miejcu.
           Posiadała umiejętności, o których wcześniej nie wspominała. Jedynymi osobami, które o nich wiedziały byli jej rodzice i brat. Nikt więcej nawet nic nie podejrzewał. Nie zdradzała tej tajemnicy nikomu, ale... może jednak właśnie nadeszła pora, aby ją ujawnić?
Po namyśle, zdecydowała się im pomóc. Nadal była przerażona zaistniałą sytuacją, ale nie potrafiła stać bezczynnie i się wszystkiemu przyglądać. Prędko podeszła do kobiety w czerni, która akurat okładała się z Natashą. Kobieta mocno pchnęła ją na ścianę, po czym wyjęła broń i wymierzyła do niej. Natalie w porę zaszła kobietę od tyłu, złapała za ręce i z całej siły powaliła na ziemię. Zaskoczona nagłym atakiem, rozglądnęła się wokoło. Szybko odzyskała świadomość. Nogą próbowała zrobić blondynce to samo, lecz Natalie nie dała się osłupić i odskoczyła. Kobieta w czerni podniosła się i mocno uderzyła przeciwniczkę w mostek. Natalie upadła na kolana, z trudem łapiąc powietrze. Napastniczka już miała jednym ciosem ją powalić, lecz Natalie w czas strzeliła do niej złotym, świetlistym promieniem. Kobietę odrzuciło do tyłu tak, że z impetem uderzyła w ścianę. Natalie jeszcze nie do końca panowała nad swoimi umiejętnościami, dlatego ją też lekko odepchnęło w tył.
Przyglądając się oponentce, odgarnęła włosy z czoła. Stanąwszy na równe nogi, rozglądnęła się po pomieszczeniu. Zamierzała pomóc reszcie, lecz nagle została mocno złapana od tyłu. Nie czekając ani chwili, dosadnie się cofnęła, przez co atakujący ją mężczyzna uderzył plecami w kant stołu. Dodatkowo z całej siły uderzyła do łokciem w brzuch. Facet osunął się na ziemię. Marvel spojrzała w miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą leżała nieznajoma kobieta. Nie było jej nigdzie w pomieszczeniu, więc Natalie domyśliła się, że owa nieznajoma musiała uciec.
Natasha i chłopcy świetnie poradzili sobie z resztą napastników. Wszystkich zatrzymali, jedynie tamtej dziewczynie udało się ulotnić.
Tuż po tym, Tony prędko podszedł do Natalie.
-Boże... Jak.. jak ty to wykonałaś?-nie mógł uwierzyć w to, co widział.-Gdzieś ty się tego nauczyła?
-Wcale się tego nie uczyłam... Nie wiem, skąd to potrafię..-przyznała nieśmiało. Zauważyła wtedy, że Mściciele wpatrywali się w nią z podziwem. Przygryzając lekko dolną wargę, poczuła palące rumieńce na twarzy. Niezbyt komfortowo czuła się w takich sytuacjach.
-Skąd się wzięły te promienie?-spytała Natasha, podchodząc bliżej.
-Ale ja naprawdę nie wiem... Mam tak od urodzenia, tylko jeszcze nie umiem tym dobrze władać.
Loki i Thor podeszli do dziewczyny. Wyrazy ich twarzy ukazywały niemałe zdziwienie.
-Podobnymi władają olbrzymy z Muspelheim'u. Prawda, Thorze?-odezwał się do brata młodszy książę. Z uwagą wpatrywali się w Natalie.
-Och tak. Władają dokładnie tymi samymi. Mieliśmy okazję toczyć z nimi bitwę. Są bardzo niebezpieczne. -przyznał oschle, jednak odrobinę drżącym głosem.
-Sugerujecie, że Natalie może stamtąd pochodzić?-odezwał się Steve.
-Tego nie wiemy...-odparł, po czym odwrócił się do wciąż zakłopotanej Natalie.-Nic nie wiesz o pochodzeniu swojej rodziny? Kim są Twoi rodzice?
-Cóż... Na pewno nie jakimiś olbrzymami z krainy, której nazwy w ogóle nie umiem wymówić-odparowała nieco pewniej.-Jestem przekonana, że mój ojciec nie ma z tym nic wspólnego. Moją mamę widziałam ostatni raz, kiedy byłam dzieckiem. Kontaktuję się z nią tylko telefonicznie. Ale ona też na pewno nie ma z tym związku. Są całkowicie normalni, tylko ja troszkę się od nich różnię... -Thor chciał znowu się odezwać, lecz Tony prędko mu przeszkodził.
-Nie zamęczajcie jej tak. Skoro mówi, że to na pewno nie to, o czym mówicie, to tak jest. Wrzućcie na luz.
-Ale chyba nie powiesz nam, że to nie było zaskakujące?-uniosła brwi Natasha.
-Oczywiście, że było, ale to jej sprawa.-odwrócił się do jasnowłosej.-Wybacz im to, są strasznie ciekawscy-uśmiechnął się szeroko, ukazując rząd białych, lśniących zębów.
-Nic się nie stało...-na jej twarzy także pojawił się uśmiech.
-Napijesz się czegoś? Należy Ci się po tak pięknej akcji.
-Z chęcią-powędrowała za nim do obszernej kuchni. W jej centrum znajdował niewielki barek z alkoholem. Natalie usadowiła się na wysokim krześle. Oparła ręce o blat stołu.
-Na co masz ochotę?
-Hmm.. Niech będzie Bourbon-odrzekła.
Usiadł naprzeciwko niej z butelką i dwiema szklankami. Chwilę potem zaczęli sączyć smakowity trunek.

           Gawędzili do późnego wieczora, kiedy nagle poczuła wibracje w kieszeni. Wyjęła telefon. Zobaczyła na wyświetlaczu, że dzwoni jej tata. Przez chwilę wpatrywała się w ekran telefonu i nie reagowała.
-Kto to? -odezwał się Tony i spojrzał na jej telefon, jednak Ona szybko się rozłączyła, wyłączyła go i schowała z powrotem do kieszeni.
-Nikt ważny... -na jej twarzy ukazał się uroczy uśmiech.
-Na pewno? -spojrzał na nią podejrzliwie.
-Tak, tak... nie przejmuj się, chcę spędzić teraz odrobinę czasu z Tobą. Niedługo wracam do Hiszpanii. 
-To Twój ojciec dzwonił, prawda? -spytał ciekawskim głosem.
-No... tak. Ale teraz jestem tutaj z Tobą.  -odpowiedziała niepewnie, patrząc na niego. 
-Mówiłaś, że chcesz spędzić ten czas z nim. -stwierdził stanowczo.
-Wiem o tym. Ale jeden wieczór chyba nie zaszkodzi? Uwierz mi, do mojego wyjazdu będę już go miała dosyć. -zaśmiała się cicho. Oboje dosyć sporo już wypili. Do pomieszczenia wszedł nagle Barton z Natashą.
-No heeej, Misiaczki. Wybieracie się z nami na imprezę? -Hawkeye oparł się o blat i spojrzał na nich z uśmiechem.
-Natalie... -Tony zwrócił się do niej, uśmiechając się uwodzicielsko. -Może się skusisz? -chwycił ją za dłoń leżącą na blacie.
-Nie, nie... bardzo kusząca propozycja, ale ja muszę już wracać. Mówiłam, że mogę spędzić z Wami trochę czasu przez te kilka dni, ale nie mam czasu na imprezy. Poza tym, muszę jak najszybciej ułożyć ten cały tekst na artykuł i prezentację. Nie przyjechałam tu na wakacje. -przyznała odrobinę smutno. Z chęcią poszłaby na imprezę, ale niestety nie mogła sobie na to w tej chwili pozwolić. -Może wpadnę jutro. Opowiecie, jak było. Jeszcze raz dzięki za wszystko. Cześć. -wzięła swoje rzeczy i prędko wyszła. Ruszyła do agencji. Tam z kolei natychmiast skierowała się do głównej sali, centrum dowodzenia. Ktoś już tam na nią czekał. Na środku pomieszczenia, przy głównym komputerze stał dyrektor agencji, Nick Fury. Wpatrywał się przed siebie w ogromne okno. Na zewnątrz było już zupełnie ciemno. Nocne sklepienie oświetlały jedynie liczne gwiazdy i księżyc w pełni, unoszący się wysoko nad horyzontem. Mimo później pory w agencji wszyscy mieli ciągle mnóstwo pracy. Natalie westchnęła głośno i podeszła na środek pokoju. Nick słysząc kroki za sobą odwrócił głowę. Spodziewał się jej. Ona stanęła tuż obok niego. Przez chwilę oboje milczeli, w końcu mężczyzna się odezwał:
-Natalie... dlaczego nie odbierałaś? -spojrzał na nią podejrzliwie.
-Przepraszam, byłam naprawdę zajęta. Miałam dużo pracy. Te wszystkie informacje, rozmowa, ułożenie tego... -zaczęła dość niepewnym głosem wymieniać.
-Posłuchaj mnie, proszę. Wiem, co się tam działo. Co tam robiłaś. Nie musisz mnie oszukiwać. Doszły już do mnie wieści o ataku na Stark Tower. -odwrócił wzrok. Znów zaczął patrzeć przed siebie. Ją na tą wieść kompletnie zatkało. Nie wiedziała, co ma teraz powiedzieć. -Natalie. Co Ci mówiłem? Żebyś pod żadnym pozorem tego nie pokazywała. Tego, że to wszystko potrafisz... Prosiłem Cię, żebyś nie używała tych zdolności. Walki ze złoczyńcami to nie Twój problem. Powinnaś zająć się raczej swoimi sprawami. -dodał szybko, zirytowanym głosem. Ona wbiła wzrok w podłogę, po chwili dopiero odważyła się na niego spojrzeć, ale wykrztusiła z siebie jedynie dwa słowa.
-Przepraszam... tato.
* * *


           Ciemna, spalona ziemia pokrywała podłoże niegdyś pięknej, żyznej i urodziwej planety. Teraz jednak można było zobaczyć tam jedynie ciemność, płomienie i płynną magmę. Wszędzie wokoło unosił się ostry zapach siarki. Można było sądzić, że miejsce to jest całkowicie opustoszałe, bo jakie stworzenia mogłyby przeżyć w takim środowisku? A jednak. Wśród wysokich, czarnych gór, wznosiła się potężna, złota budowla. Niesamowicie przypominała pałace budowane kiedyś na Ziemi, czy w Asgardzie. Ale jak to możliwe? Jakim sposobem coś tak wspaniałego mogło powstać w tym miejscu? Teoretycznie jest to w ogóle niemożliwe. Ale skoro coś takiego znalazło się na tej wypalonej, zniszczonej ziemi, musiały zamieszkiwać ją bardzo rozwinięte organizmy. Wśród lawy, płomieni, aktywnych wulkanów i niesamowitego gorąca żyły najbardziej niesamowite, tajemnicze, intrygujące stworzenia. Zdolnością adaptacji, architekturą i zbrojeniem zdecydowanie przewyższały ludzi żyjących na Ziemi, jak i nawet Asgardczyków. Giganci Ognia żyjący w Muspelheim'ie byli najgroźniejszymi istotami ze wszystkich dziewięciu królestw. Przerażające, krwistoczerwone oczy, śnieżnobiała cera, płomieniste włosy. Każda część ich ciał była zabójcza i po prostu jednym słowem straszna. Nie byli jednak Oni tacy okrutni, jak mówiono w Asgardzie, czy innych miejscach...
Przez długi korytarz szybkim krokiem mknęła wysoka kobieta o bladej, prawie białej skórze, krwistoczerwonych, błyszczących jasno oczach i płomiennych, długich do końca pleców włosach. Była niezwykle szczupła. Na jej twarzy pięknie odznaczały się wystające lekko kości policzkowe. Była kimś bardzo ważnym w tym miejscu. Władała całą planetą. Była królową, ale mimo tego nie nosiła pięknych, zdobionych drogocennymi klejnotami sukien. Miała na sobie obecnie obcisły, czarny strój, wysokie do kolan skórzane buty na obcasie i tylko jeden rubin przy złotym pasie na biodrach.
Doszła do ogromnych, dwuskrzydłowych wrót. Tuż za nimi rozciągała się olbrzymia, stroma przepaść. Od drzwi prowadził jednak na drugi koniec obszernej komnaty długi, cienki most. Utrzymywał się na takiej wysokości jeszcze dzięki dwóm podporom. Były One już w większości zniszczone. Pomimo tego, iż uszkodzone były przez niszczące siły przyrody, nawet nie zapowiadało się na to, że most miał się zawalić.
Płomiennowłosa spojrzała prosto przed siebie. Za mostem, wśród czerwonych, bladych skał znajdował się srebrzysty krąg ułożony na ziemi, a od niego w górę wznosiły się cztery wykrzywione, długie na trzy metry spiczaste kolce, wzdłuż których rozłożone były krwistoczerwone rubiny i nietypowe, pomarańczowe kamienie. Na środku okręgu stał niewielki podest, wąski przy środku a rozszerzający się przy obu końcach. Na jego czubku widniał błękitny kryształ. Cała moc i potęga Muspelheim'u w nim zawarta mogła zniszczyć cały wszechświat łącznie z ojczystą planetą. Nie służył on jednak mieszkańcom do celów destrukcyjnych. Nie. Mimo swojej potęgi używano go do zupełnie innej rzeczy.

Płomiennowłosa kobieta przeszła przez niebezpieczny na pierwszy rzut oka most, po czym stanęła w środku okręgu, tuż przy podeście z kryształem. Przymknęła delikatnie powieki i wypowiedziała parę słów, opuszkami palców prawej ręki dotknęła kryształu. Zabłysnęło nagle jasne, białe światło, a tuż po tym kobieta zniknęła.


Hej! Ja i Elena witamy was wszystkich bardzo serdecznie na naszym kochanym, wspólnym blogu, na którym jak zdołaliście się już zorientować, będziemy opisywać przygody Mścicieli wraz z piękną, kochaną przez wszystkich Natalie! Cóż ja mogę jeszcze powiedzieć... moi czytelnicy słabo mogą znać Elenę, a jej z kolei mnie... ale myślę, że i moim kochanym Misiaczkom, jak i czytelnikom mojej przyjaciółki spodoba się owoc naszej pracy. W razie czego opisy i krótkie przedstawienia zawsze możecie znaleźć na naszych pojedynczych blogach, albo po prostu naszych profilach. Ja już stworzyłam wstęp. Nie wiem, czy te zdania mają jakiś sens, ale tak się trzęsę z podekscytowania, że już nie myślę xD. Teraz oddam głos Elenie.


Kocham wszystkich pa! XD. Elena :3

Dziękuję Ci kochana za tę twórczą, wzruszającą i porywającą wypowiedź... pa. xD.

2 komentarze:

  1. Wiem, że dodałaś to w 2013i wogóle....ALE KUŹWA KONTYNUUJ !!
    Spodobał mi się początek, więc teraz chce reszty.Od dłuższego czasu szukałam takiego bloga i tu..BANG!2013 10 grudzień.XD
    Pozdrawiam i czekam na odpowiedź Heaven.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam... blog jest wspólnie pisany z przyjaciółką i...
      Chyba nic z niego nie wyjdzie...

      Usuń